O Nawłoci jeszcze słów kilka

Nieco bardziej treściwie, o co byłam proszona. Zaczynamy też powoli wchodzić w opisach roślin w związki, jakie się w nich znajdują. Jednak chemię, i to co w roślinach się kryje, zostawię na okres dłuższych wieczorów, bo może to sprawi, że jeszcze inne osoby będą mieć cierpliwość do chemicznych zawiłości. Dziś wracam więc do nawłoci, która już od kilku dni czekała na dopracowanie. Opisuję nawłoć pospolitą, która w brew nazwie pospolita powoli przestaje być będąc wypieraną przez nawłoć kanadyjską i nawłoć późną. Jednak, spokojnie możemy posłużyć się nawłocią kanadyjską, gdy w pobliżu brak jest nawłoci pospolitej. Ja akurat jestem tą szczęściarą, która mieszka w okolicach gdzie nadal można ją spotkać, ale wiem, że takich stanowisk z roku na rok jest mniej. Wielka szkoda, bo jednak nawłoć pospolita jest po prostu piękna.

Nawłoć pospolita (Solidago virgaurea Linne) – jest wieloletnią rośliną należącą do rodziny Astrowatych (Asteraceae), występującą pospolicie w Europie, Azji i Ameryce. Surowcem roślinnym jest ziele nawłoci pospolitej (Herba Solidaginis) [2].

W tradycji ludowej znana także jako złota rózga, złota dziewica, złotnik, głowienka czerwona. Jest to roślina lecznicza spotykana na brzegach lasów, w rowach, na nasypach i na porębach leśnych. Cechuje ją krzaczasta łodyga o wysokości dochodzącej do 80 cm i o żółtych kwiatach. Kwiaty, ale też całe ziele, zbiera się w okresie kwitnienia tj. od lipca do października. Nawłoć znajduje zastosowanie w schorzeniach jelit i krwawieniach jelitowych. Głównie jednak, jest to roślina wysoko ceniona jako doskonały lek w schorzeniach nerek. Kwiaty i liście nawłoci cechuje działanie chłodzące, a ponieważ roślina działa odwadniająco jest polecana przy wszelkich chorobach nerek i pęcherza [1]. Wskazania do stosowania nawłoci to stany zapalne i infekcje układu moczowego i płciowego, kamica moczowa, choroby metaboliczne i z autoagresji immunologicznej (reumatyczne, toczeń, trądziki, łuszczyca), kuracje odtruwające, otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, niewydolność krążenia, nieżyty przewodu pokarmowego. Ponadto sok z nawłoci i maść przyrządzona na świeżym zielu z masłem (ucierać) stosowane były dawniej w leczeniu wyprysków, ran i oparzeń. Napar z nawłoci może być wykorzystany do przemywania skóry z problemem łojotokowym, z trądzikiem młodzieńczym, zapaleniem mieszków włosowych, również przy trądziku różowatym i do przemywania skóry z mokrymi wypryskami. Zmniejsza i oczyszcza pory. Rozjaśnia cerę. Posiada właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne, osuszające i ściągające [5].

Ziele nawłoci pospolitej zawiera liczne biologicznie aktywne substancje z grupy flawonoidów, saponin triterpenowych i diterpenów, garbniki, olejek eteryczny, polisacharydy oraz glukozydy fenolowe. Ponadto w zielu stwierdzono również obecność kwercetyny oraz kemferolu w powiązaniu z różnymi komponentami cukrowymi (glukozą, galaktozą, ramnozą, rutynozą) [2]. Wg FP VI surowiec powinien zawierać nie mniej niż 0,5% flawonoidów, w przeliczeniu na kwercetynę. Do celów leczniczych można zastosować dwa gatunku nawłoci: nawłoć pospolitą – Solidágo virgaaúrea Linné oraz nawłoć kanadyjską Solidago canadensis Linné, z rodziny złożonych – Compositae [3].

Monografia Komisji E, wskazuje nawłoć do zastosowania dla zwiększania diurezy w stanach zapalnych dróg moczowych, w kamicy nerkowej i piasku nerkowym oraz w zapobieganiu kamieniom nerkowym. Nawłoć wykazuje działanie moczopędne, przeciwzapalne i słabo rozkurczające. To samo źródło wskazuje jako właściwą dobową dawkę nawłoci w wysokości 6-12 g surowca, co odpowiednio przekłada się na przetwory z tego surowca. Według ESCOP stosuje się 3-4 g wysuszonego surowca w postaci naparu, 2-3 razy dziennie. Natomiast według monografii EMA dawkowania dla rozdrobnionego surowca to 3-5 g, 2-4 razy dziennie, natomiast w odniesieniu do suchego ekstraktu wskazanie pojedynczej dawki to przedział 350-450 mg, 3 razy dziennie. Można w literaturze również spotkać się z dawkowaniem: 2-4 g/filiżankę naparu wodnego do 2 razy dziennie, podobna ilość rozdrobnionego i wysuszonego ziela w kapsułkach lub 1-3 ml tinktury, 3 razy dziennie. Jako produkt leczniczy nawłoć stosuje się tradycyjnie od 2 do 4 tygodni, po czym należ stosowanie należy przerwać [2].

Ponieważ polifenole i saponiny zawarte w zielu nawłoci pospolitej, ale również w nawłoci kanadyjskiej, tworzą związki kompleksowe z wieloma ksenobiotykami, sprawiają że są one łatwo rozpuszczalne w wodzie, a dzięki temu wiele toksyn może być usuniętych z organizmu wraz z moczem i potem. Glikozydy fenolowe i saponiny zwiększają filtrację w kłębuszkach nerkowych i zmniejszają resorpcję zwrotną w kanalikach nerkowych. Za działanie przeciwzapalne, przeciwwysiękowe i rozkurczowe odpowiadają antocyjany, fenolokwasy i flawonoidy [3].

Wszystkie psychiczne przeżycia odbijają się na nerkach. Dlatego po wstrząsie psychicznym, bez względu na przyczynę zdarzenia, zawsze ucierpią nasze nerki. Warto więc, przeżywając rozczarowania i inne psychiczne obciążenia, sięgnąć po herbatkę z nawłoci. Przeżywając silne wstrząsy uczuciowe odczuwamy uspokajające działanie tej rośliny w podobny sposób, jak kojące głaskanie ręką [1].

Bezpieczeństwo stosowania: Nawłoć należy do bezpiecznych środków ziołowych. Nie powinno się jej podawać przy obrzękach spowodowanych ostrą niewydolnością nerek i serca. Osoby uczulone na rośliny z rodziny Compositae = Asteraceae mogą przejawiać objawy alergii po zażyciu preparatów nawłociowych (rumień, pokrzywka, pieczenie i świąd skóry). Wzmaga działanie syntetycznych leków moczopędnych. Może potęgować działanie środków przeciwzakrzepowych [4].

Nawłoć w przetworach zielarskich:

  1. Herbatka (napar): Jedna kopiasta łyżeczka nawłoci na 1/4 litra wody; zalać gorącą wodą, zostawić na krótko do naciągnięcia [1].
  2. Napar nawłociowy – Infusum Solidaginis: 2 łyżki rozdrobnionego ziela zalać 1 szklanką wrzącej wody; odstawić na 30 minut; przecedzić. Pić 3-4 razy dziennie po 100-150 ml [3]
  3. Napar na piwie: ½ szklanki świeżych lub suchych kwiatów albo ziela nawłoci zalać 500 ml gorącego piwa, przykryć na 10–20 minut, przecedzić. Pić gorące przy infekcjach układu moczowego i kamicy moczowej oraz przeziębieniu. Po przemarznięciu i przemoczeniu, przy przeziębieniu dobrze jest takie piwo nawłociowe wypić podczas rozgrzewającej kąpieli [4].
  4. Wyciąg alkoholowy: 100 g ziela rozdrobnionego zalać 400 ml gorącego alkoholu 40%, wytrawiać 14 dni, przefiltrować. Zażywać 3 razy dziennie po 5-10 ml lub 1 raz dziennie mały kieliszeczek [5].

Źródła:

[1] – „Apteka Pana Boga” Maria Treben

[2] – Postępy fitoterapii 3/2019, „Działanie moczopędne wybranych surowców roślinnych”, J. Baraniak, M. Kania-Dobrowolska

[3] – „Charakterystyka najważniejszych urotropica i ich zastosowanie w fitoterapii chorób układu moczowego”, dr Henryk Różański

[4] – Herbalism nr 1(2)/2016: Z dziejów fitoterapii, „Znaczenie nawłoci (Solidago) w fitoterapii”, H. Różański, Ł. Bobak, T. Trziszka

[5] – https://rozanski.li/341/herba-virgaureae-herba-solidaginis-ziele-nawloci-jako-surowiec-farmakopealny/ (19.09.2021)

Nawłociami jesień się zaczyna…

Zdecydowanie brzmi mało poetycko. Oryginał bardziej poetycko oddaje charakter nadchodzącej pory roku. Problem w tym, że nawłoć i mimoza to dwie zupełnie odmienne rośliny. Nawet ze sobą nie spokrewnione. Nie wiem, jaka jest prawdziwa historia tego galimatiasu z nazwami, ale cofając się od mimozy do nawłoci, mogę jakąś przybliżoną hipotezę tej pomyłki wysnuć.

Oczywiście całe powszechne zamieszanie wynika z wiersza Juliana Tuwima, który Czesław Niemen zaśpiewał w tak przejmujący sposób, że pozostał z nami w postaci szlagieru do dziś. Co więcej, czasami nawet trudno skojarzyć tekst z jego twórcą, a przypisuje się go odtwórcy. Przejdźmy jednak do tego skąd to zamieszanie.

Julian Tuwim w 1939 wyemigrował przez Rumunię, Włochy do Francji. W obliczu kapitulacji Francji (1940) i osobistego zagrożenia, następnie udał się przez Hiszpanię do Lizbony, skąd z kolei dotarł do Rio de Janeiro, by 1942 trafić do Nowego Jorku (gdzie spędził pięć lat). Wspominam o tym, nie bez przyczyny. Warto zwrócić uwagę na jego obecność we Włoszech, czy w Hiszpanii, gdzie mamy do czynienia ze zdecydowanie cieplejszym klimatem niż nasz polski.

Co z tymi roślinami? Wróćmy do mimozy, a raczej do Mimozy i popatrzmy na nią od strony botanicznej.

Mimoza, czułek (Mimosa) to rodzaj tropikalnych roślin powszechnie występujących w Ameryce Południowej i na wyspach Oceanu Spokojnego. U nas spotykana głównie w hodowlach domowych doniczkowych. Tradycyjnie zaliczana do podrodziny mimozowych Mimosaceae w rodzinie bobowatych Fabaceae s.l.. Od 2017r. mimozowe zostały umieszczone w podrodzinie brezylkowych Caesalpinioideae.

Jak widać na rycinie, trudno doszukać się w niej podobieństwa do naszej nawłoci pospolitej, czy chociażby nawłoci kanadyjskiej… Niewątpliwie jednak, jest delikatna już na samo spojrzenie. Jak widać poniżej, w przypadku mimozy wstydliwej, kwiaty mimozy nie chcą być w żaden sposób zbliżone swoim pokrojem do nawłoci.

Wiele gatunków mimozy wyróżnia się niezwykłą czułością na dotyk, czyli tzw. tigmotropizmem. W chwili dotyku roślina reaguje zamykaniem (składaniem) liści, są to ruchy sejsmonastyczne. Listki odcinków drugiego rzędu składają się do góry i stykają ze sobą górnymi powierzchniami, całe odcinki zbliżają się do siebie, a ogonek wiotczeje i zwisa. Również brak światła słonecznego wywołuje tę samą reakcję. Najkrótszym czasem reakcji na bodziec (dotyk) cechują się liście mimozy wstydliwej, której listki potrafią złożyć się już w 0,08 sekundy. Powrót do pełnego rozłożenia liści nie jest już jednak tak szybki i może zajmować nawet 15–20 min. Na czas powrotu do ułożenia podstawowego liści ma również temperatura i im ta jest wyższa tym powrót jest szybszy. Niestety nie posiadam na razie tej roślinki, w związku z czym posiłkuję się zdjęciami z Internetu.

Tytuł o nawłoci, a piszę o mimozie i to na wstępie. Nie bez przyczyny. Namieszał nam w nazewnictwie Czesiu Niemen, a raczej Julek Tuwim, oj namieszał. Powoli dojdziemy do sedna skąd to zamieszenie mogło się wziąć.

Ale w jaki sposób Tuwim mógł pomylić liliowe drobne kwiaty z żółtą nawłocią? Ano mógł, ponieważ najprawdopodobniej nasza nawłoć olbrzymia, a może i kanadyjska, występuje w kępach i jej żółte kwiaty mogą przypominać grona… akacji srebrzystej. Przy czym sama akacja srebrzysta występuje również w naturze w Hiszpanii, czy we Włoszech (tak piszą, nie sprawdziłam własnoocznie), a oba te kraje nie są obce Tuwimowi, o czym wspomniałam wyżej. Przejdźmy jednak do samej akacji srebrzystej, która jest mimo wszystko, choć po części spokrewniona z mimozą.

Akacja srebrzysta (Acacia dealbata L.), określana też bywa jako srebrne witki, lub mimoza (znowu ta mimoza… prawda?), czy mimoza złota. Jest gatunkiem rośliny z rodziny bobowatych i podrodziny brezylkowych (dawniej określanych jako mimozowate). Roślina ta pochodzi z Australii. Uprawiana jest również w Nowej Zelandii, Ameryce Północnej i Europie. Jest to drzewo o drobnych żółtych, kulistych kwiatach, zebranych w grona.

Jak widać z mimozą właściwą, łączą się przynajmniej w obrębie podrodziny botanicznej, bo z wyglądu bynajmniej kuzynek nie przypominają. Tu też zdjęcie pochodzi z Internetu, gdyż w naszym rodzimym klimacie, Akacja srebrzysta występuje jedynie najprawdopodobniej w szklarniach ogrodów botanicznych. Nie miałam okazji jej oglądać, więc to tylko kolejne powielanie informacji z „drugiej ręki”. Co jeszcze – jest ona bardzo popularna we Włoszech, jako kwiat cięty, wręczany kobietom – tam gdzie my mamy swoje goździki i tulipany, Włoszki mają właśnie akację srebrzystą… błędnie zwaną mimozą. Czyli nie tylko Czesław miał nie po drodze z botaniką…

O i jak to się ma do naszej Nawłoci, ta cała botanika? 

Nawłoć (Solidago L.) to rodzaj roślin z rodziny astrowatych (!!!), do którego należy około 100 gatunków. Większość z nich występuje w Ameryce Północnej, kilka tylko gatunków pochodzi z Europy, Azji i Ameryki Południowej. Niektóre gatunki (m.in. nawłoć kanadyjska) przywiezione z Ameryki do Europy zadomawiają się i zagrażają rodzimej roślinności. Gatunkiem typowym jest Solidago virgaurea L.

Opisy botaniczne oczywiście dla ułatwienia, i ze względu na popularność pochodzą z Wikipedii. Wiele osób i tak właśnie tam będzie szukać odniesienia do tego co piszę, więc, faktycznie próby potwierdzenia opisu botanicznego, będą pozytywne. Zdjęcia nawłoci pospolitej są moją prywatną własnością, trudno je więc będzie znaleźć. To samo dotyczy poniższego zdjęcia nawłoci kanadyjskiej lub jej mieszańca z nawłocią olbrzymią. Wybaczcie, ale akurat zdjęcie poniższe pochodzi z jesieni roku 2018 i nie jestem w stanie dziś przypomnieć sobie, która została uwieczniona. Natomiast istnieje duże prawdopodobieństwo, że właśnie te panie, rosnące w dużych skupiskach, mogły Tuwimowi przywoływać na myśl akację srebrzystą… a skoro tamta jegomościanka została nazwana błędnie mimozą, to i on swoje żółte nostalgie jesieni mimozą określił…

Wracając do botaniki – rodzina bobowatych, a rodzina astrowatych – to jednak dwie różne rodziny o czym warto pamiętać. O ile nie miałabym nic przeciwko, aby nawłoć nazywać, chociażby wedle nazw regionalnych, czy zwyczajowych, o tyle jestem przeciw powielaniu określania jej mianem mimozy. Mimoza jest piękną rośliną sama w sobie, niezależną, choć rosnącą daleko, a czasem w doniczce. Zasługuje jednak aby ją doceniać i o niej pamiętać. Więc niech mimoza zostanie mimozą, a nawłoć nawłocią. Tym bardziej, że różni je nie tylko wygląd, ale też wszystko to co kryją w sobie, ale o tym będzie innym razem. Dziś warto zapamiętać, że każda roślina ma swoją nazwę, a jej zapożyczanie w odniesieniu do innych może przyczynić się do tego, że zagnie w gąszczu pomyłek, a tego byłoby szkoda.

Na koniec jeszcze tylko okładka podręcznika z roku 1932 napisanego przez Jana Biegańskiego z piękną nawłocią pospolitą po lewej stronie.