Zagadka morfologiczna – znajdź różnice w morfologii dwu roślin…

Naukowcu, jeśli zajmujesz się roślinami – wyjdź w teren…

Szukając ciekawostek i materiałów, do notki o syropku z gałązek, która będzie dzisiaj wieczorem, natrafiłam na „niezłe kwiatki”. Jest to dowód na to, że aby pisać o roślinach, czy chociażby o nich rozmawiać, najpierw należy nauczyć się je prawidłowo rozpoznawać. Jest to też dowód na to jak bardzo Internety się mylą. Co więcej – mylą się również środowiska akademickie, a gdyby tego było mało, to mylą się na Uniwersytecie Przyrodniczym… Artykuł firmowany jest przez inżynierów, magistrów i… wyżej, pochodzi z 2019 roku. Więc o co mi chodzi? O to piękne zdjęcie poniżej i jego podpis…

Na szybko, pozwolę sobie zacytować jeszcze opis morfologii dwu roślin (za Wikipedią, bo w tym przypadku wystarczy). Roślin pochodzących z dwóch różnych rodzin i zdecydowanie, jak dla mnie, jednak różniących się od siebie na tyle, aby z łatwością, nawet dziś, gdy nie mają liści i dysponujemy tylko pokrojem i korą (i gałęziami) – bez problemu możemy je od siebie wzajemnie rozróżnić. Miałam podkreślić różnicę w opisie, ale… poszukajcie ich sami. Dodam tylko, że jak zwykle – diabeł tkwi w szczegółach.

Czeremcha zwyczajna (Padus avium Mill.) – gatunek drzewa lub dużego krzewu z rodziny różowatych. Znana także pod nazwą czeremcha pospolita.

Morfologia
Pokrój: Drzewo dorasta do 15 m, krzew od 0,5 do 4 m wysokości. Ma szeroką, jajowatą koronę i zwisające gałęzie. Roślina łatwo wytwarza pędy odroślowe, tworząc formę krzewiastą.
Pień: Często rozrasta się na wiele pni. Kora ciemnobrązowa do czarniawej, po roztarciu wydziela nieprzyjemny zapach, zbliżony do migdałów. Pędy grube. Na rocznych pędach nieliczne białawe przetchlinki. Pączki bardzo smukłe, spiczaste, przylegające do gałązek.
Liście: Jasnozielone, eliptyczne, wydłużone, bardzo gładkie, nieco skórzaste i połyskujące, ustawione skrętolegle. Blaszka liściowa o ostro i dość płytko piłkowanych brzegach, ma długość do 12 cm i posiada do 12 nerwów bocznych. Na spodniej stronie sinozielone, w kątach nerwów wyrastają kępki rudawych włosków. U podstawy blaszki występują 1–2, łatwo odpadające, zielonkawe gruczołki miodnikowe. Roztarte liście wydzielają silny zapach.
Kwiaty: Białe, mocno pachnące. Na brzegach korony delikatnie ząbkowane. Zebrane są w zwisający kwiatostan – grono o długości do 15 cm. (Co przedkłada się na formę w jakiej występować będą owoce – czyli owoce będą w postaci GRONA)
Owoce: Kuliste, błyszczące, czarne, słodkogorzkie pestkowce wielkości grochu. Średnica ok. 8 mm. Po rozgnieceniu lepkie.

Padus avium MILL. (Prunus padus L., Padus racemosa GILIB., Cerasus padus DELARBRE) — czeremcha pospolita

Powyższy opis pochodzi oczywiście z Wikipedii – jest wystarczający do zaobserwowania różnic gatunkowych. Dla zobrazowania tematu warto też zerknąć na opis czeremchy amerykańskiej, większej siostry naszej rodzimej czeremchy zwyczajnej. Tu również, na szybko można się posiłkować Wikipedią https://pl.wikipedia.org/wiki/Czeremcha_ameryka%C5%84ska . Bynajmniej nie chodzi o to by promować rację internetów, ale moje podręczniki są w domu… a tu zachodzi pytanie – komu wierzyć i w co wierzyć…

Bez czarny, dziki bez czarny (Sambucus nigra L.) – gatunek rośliny z rodziny piżmaczkowatych (Adoxaceae), dawniej zaliczany był także do rodziny bzowatych (Sambucaceae) i przewiertniowatych (Caprifoliaceae).

Morfologia
Pokrój: Zazwyczaj wysoki krzew, rzadko drzewo. Osiąga wysokość do 10 m (rzadko).
Pędy: Prosto wzniesione, z łukowato zwykle odginającymi się odgałęzieniami bocznymi. Młoda kora jest zielona. Z wiekiem staje się szara, jasnobrunatna, z wyraźnymi przetchlinkami, na starych pędach jest spękana. Pędy w środku są wypełnione szerokim, białym, lekkim rdzeniem.
Liście: Mają długość około dwukrotnie większą od szerokości. Są nieparzysto-pierzastozłożone, złożone najczęściej z 5, rzadziej z 3, 7 lub 9 naprzeciwległych, jajowato-eliptycznych i ostro piłkowanych listków osiągających od 3 do 9 cm długości.
Kwiaty: Białe, promieniste, zebrane w duże i płaskie baldachogrona o średnicy zwykle od 10 do 20 cm, z 5 głównymi gałązkami.
Owoce: Fioletowo-czarne, mięsiste i lśniące pestkowce z 3–6 nasionami. Mają kształt kulisty i długość od 3,5 do 8 mm, mają kształt jajowaty, na przekroju są trójkątne, ale o zaokrąglonych kantach.

Sambucus nigra L. — bez czarny (dziki bez czarny, b. lekarski)

Zima minęła, przedwiośnie to cenny czas

Miałam ambitne plany na zimę, ale… życie potrafi zweryfikować w praktyce wszelkie nasze wcześniejsze założenia. Co się odwlecze, to jednak nie uciecze. Warto o tym pamiętać. Przyjdzie więc czas, gdzieś w między czasie, na słów kilka o tym co w roślinach piszczy. Żeby nie było, że zima została zmarnowana zupełnie – to w tym czasie, choć nie pisałam nic tutaj, kupiłam kilka książek. Książki mają to do siebie, że zdecydowanie łatwiej ocenić ich jakość niż ma to miejsce w odniesieniu do witryn internetowych. Owszem, kupiłam kilka „bubli”, ale też i kilka ciekawych egzemplarzy, a już kolejne czekają na zastrzyk gotówki.

Tym czasem mamy przedwiośnie.

Warto wiedzieć, że na naszym obszarze geograficznym, wiosnę podzielono na trzy etapy, tj.: przedwiośnie, pierwiośnie i wiosnę właściwą. Tym co charakteryzuje nadejściu przedwiośnia są kwitnące leszczyny, wawrzynek wilczełyko, podbiał oraz lepiężnik. Przedwiośnie stanowi więc okres zawiązywania się kwiatów u najwcześniejszych gatunków zielnych oraz drzew i krzewów kwitnących jeszcze przed ulistnieniem [1]. Jednak obok kwiatów męskich leszczyny, mamy jeszcze kwiaty (kotki) olszy i wierzby. Przedwiośnie to też czas na korę.

W sposobie pozyskiwania kory od blisko stu lat nic się nie zmieniło: „Korę zbierać należy na wiosnę przed rozwinięciem się liści, gdyż w tym okresie daje się ona łatwo oddzielić od walca drzewnego. Do zbierania kory wybiera się tylko młode 1— 3 letnie pędy przybyszowe oraz gałęzie, i wycina je, a następnie z tych gałęzi i pędów ścina się korę za pomocą klina drewnianego, kościanego itp. w postaci długich rynienek. Zbiór kory z gałęzi i pędów nieściętych t. j. tkwiących w drzewie macierzystem jest niedopuszczalny, ze względu na choroby i wymieranie całych krzewów, które chociażby częściowo pozbawiono kory.” [2]

Oczywiście kwiaty i kora, to nie jedyne surowce zielarskie pozyskiwane o tej porze roku. To nadal czas na żywice. Tym co jest teraz unikalne, to soki drzew. Najbardziej popularne to oskoła i sok klonowy, który po odparowaniu znamy jako syrop klonowy Tak, to ich czas, ale warto dobrze się zastanowić jak je pozyskać, i czy warto to zrobić, aby nie zaszkodzić drzewom.

To tylko początek wiosny. Zdecydowanie teraz częściej będę tu wracać. Warto więc zaglądać. O czym napiszę następnym razem. Hm. Zapraszam za kilka dni – sami się przekonacie.

[1] – Internetowy Biuletyn Bieszczadzkiego Parku Narodowego 19/3/2011

[2] – „Polskie zioła” czasopismo poświęcone propagandzie zielarstwa Nr. 4 rok 1935 (jagiellońska biblioteka cyfrowa)

Rotawirus – jak go przetrwać przy pomocy ziół

Moja odporność w ostatnim czasie pozostawia wiele do życzenia. Na przestrzeni zaledwie 5 tygodni zaliczyłam dwa przeziębienia i spotkanie z rotawirusem. Ogólnie zaczyna mnie to męczyć, choć moich znajomych niewątpliwie bawi (dobrze, że chociaż ich, bo mnie już przestaje być do śmiechu). Zdecydowanie mój organizm zmusza mnie do tego abym się zatrzymała i zastanowiła się nad tym co ów brak odporności powoduje. Jednak, zanim zacznę się zagłębiać w czeluści mojej codzienności, kilka słów o ziołach przydatnych w problemach jelitowych wywołanych rotawirusami.

Istotnymi surowcami zielarskimi mającymi zastosowanie w leczeniu biegunek są surowce garbnikowe. O garbnikach napiszę nieco więcej innym razem, dziś nadmienię tylko, że garbniki łączą się z powierzchnią błon śluzowych tworzą warstwę ochronną skoagulowanego białka. Warto na to zwrócić uwagę, zwłaszcza przy przyjmowaniu leków stałych, których wchłanianie może przez to zostać upośledzone. Ponadto częściowo wnikając do tkanek, powodują obkurczenia drobnych naczyń krwionośnych. Garbniki wykazują również działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i inaktywujące białkowe toksyny bakteryjne. Może się zdarzyć, że wywołają reakcje alergiczne.

Mięta polna
Mięta polna

Nie będę dzielić na grupy i wymieniać wszystkich surowców zielarskich wskazanych w różnych źródłach jako przydatne w dolegliwościach ze strony układu pokarmowego związanych z rotawirusem. Jest tego całkiem sporo i w swoim czasie się pojawią te roślinki. Dziś odniosę się po prostu do tego co mam pod ręką w domu, bez wychodzenia gdziekolwiek, co jest utrudnione, kiedy dopada nas akurat ta dolegliwość.

Nalewka z zielonych orzechów włoskich (Intractum Juglandis ) – dla mnie to po prostu „must have”. Od pierwszego przygotowania i sprawdzenia jej siły, nie wyobrażam sobie nie mieć jej pod ręką. Ponieważ zależnie od źródła wskazania do jej sporządzenia to 40% do 96% krakowskim targiem, swoją przygotowuję w okolicach 60% – 70%. 1 część miękkiego, posiekanego na ósemki, zielonego orzecha zalewam 3 częściami alkoholu. Odstawiam w ciepłe, ciemne miejsce na minimum 2 tygodnie. Po prawdzie u mnie zazwyczaj zdecydowanie dłużej to trwa. Zlewam gdy jest czarna. Stosuję w problemach z biegunką o różnej etymologii, ale też przy przejedzeniu. Bardzo dobrze sprawdza się jako „deser świąteczny”. Dawkowanie – zależne od osoby. Dawka uderzeniowa to 25 – 50 ml. Dawka kontynuacyjna to 5 ml 3 – 4 razy dziennie. Zazwyczaj zastępuję ją naparami.  

Napary jakie przedstawię poniżej, mogą występować samodzielnie. Na podstawie wskazanych (samodzielnych) surowców przygotowałam mieszankę, którą stosowałam, ale o tym już więcej poniżej.

Liście orzecha włoskiego (Folium Juglandis ) – zebrane młode, jeszcze przed orzechami, wysuszone w cieniu, w temperaturze pokojowej w miejscu przewiewnym. Napar: 2 łyżki liści lub suchych łupin zalać 1 szklanką wrzącej wody; odstawić na 20 minut; przecedzić. Pić 4 razy dziennie po 150 ml. Co ciekawe, napar ten ma dawkowanie już dla małych dzieci i niemowląt, oczywiście w dawkach dostosowanych do wagi dziecka, bynajmniej precyzyjnych i zdecydowanie mniejszych niż dla osoby dorosłej.  

Liść szałwii lekarskiej (Folium Salviae) – zebrane przed kwitnieniem, ziele lub liść, wysuszone w temperaturze pokojowej, w miejscu zacienionym i przewiewnym (bez przeciągów). Napar szałwiowy (Infusum Salviae): 1-2 łyżki ziela lub liścia na szklankę wrzącej wody, przykryć, pozostawić na 20 minut, przecedzić. Pić 4 razy dziennie po 100 ml przy nieżycie przewodu pokarmowego i górnych dróg oddechowych.

Liść mięty (Folium Menthae) – w Polsce mamy 6 podstawowych rodzimych gatunków mięty, jednak tworzą one między sobą mieszańce. Osobiście stosuję najczęściej miętę polną (Mentha arvensis L.), jako tę, z którą „mój człowiek” dogaduje się najlepiej spośród mięt. Napar (Infusum Menthae crispae): 1-2 łyżki rozdrobnionego ziela lub samych liści, świeżych lub suchych zalać 1-2 szklankami wrzącej wody. Po 20 minutach przecedzić i pić kilka szklanek dziennie.

Melisa lekarska (Melissa officinalis L.) – Napar: 1 łyżkę suchego rozdrobnionego ziela lub samych liści (lub 2 łyżki świeżych poszarpanych listków lub ziela melisy) na 1 szklankę wrzątku, parzyć przez 20 minut, pod przykryciem. Pić 3 – 4 filiżanki naparu dziennie.

Kwiaty męskie leszczyny (Flos Coryli) – zbierane od lutego do marca, kwietnia, zależnie od wegetacji w danym roku. Suszone w temperaturze pokojowej, w miejscu zacienionym z dobrą wentylacją (bez przeciągów). Napar: 2-3 łyżki pączków rozdrobnionych zalać 2 szklankami wrzącej wody, naparzać przez 20 minut, przecedzić. Pić 2-3-4 razy dziennie po 200 ml.

Napar z Lebiodki pospolitej (Origanum vulgare L.) – zbierane w okresie kwitnienia (lipiec – wrzesień), suszone w miejscu zacienionym, z dobrą wentylacją, w temperaturze pokojowej (nie przekraczającej 40 stopni). Napar: 1-2 łyżki rozdrobnionego ziela zalać 1 szklanką wrzącej wody, naparzać przez 30 minut, przecedzić. Pić kilka razy dziennie po 200 ml.

Kwiat bzu czarnego (Flos Sambuci nigri) – Napar: 1-2 łyżki rozdrobnionych kwiatów  na 1 szklankę wrzącej wody. Pić 2 szklanki dziennie.  

Oczywiście te wszystkie napary nie były pite przeze mnie osobno. Przytaczam je, ponieważ o każdej z tych roślin będę jeszcze pisała, więc, będą odniesienia. Na podstawie wymienionych surowców przygotowałam mieszankę w równych proporcjach (z szałwią w ilości 0,5 w stosunku do pozostałych ziół), którą zaparzałam i którą popijałam w ciągu dnia. Łącznie wypijałam 1 – 1,5 litra mieszanki dziennie przez kolejne 2 dni + dzień dodatkowy na utrwalenie efektów (czas było wrócić do pracy). Mieszanka była dodatkowo uzupełniona o plasterki świeżego korzenia imbiru. Tym razem bazowałam na posiadanych w domu surowcach. Jak widać całkiem sprawnie wpisały się w potrzeby nieprzewidzianych dolegliwości żołądkowo – jelitowych. Proporcje do przytoczonych naparów pochodzą z posiadanych przeze mnie książek oraz materiałów Pana dr Henryka Różańskiego. Poniżej przedstawiam też przykłady innych surowców, które mogą być pomocne w tych przykrych dolegliwościach. Przytaczam również jeden z przepisów na mieszankę przeciw biegunce Ojca Klimuszko. Tym bardziej niech będzie ta mieszanka przydatną im bardziej na początku swojej drogi z ziołami jesteście. Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z ziołami – warto korzystać z receptur innych. Aby samodzielnie komponować bezpieczne mieszanki ziół, potrzeba poświęcić wiele czas, aby nauczyć się co z czym można połączyć, a co wzajemnei się wyklucza. Brak wiedzy o tym, które zioła można ze sobą łączyć w sposób bezpieczny niech nas przekonuje do bazowania na recepturach sprawdzonych.

Sobie i wam życzę zdrowia. Czas najwyższy będzie na to aby zająć się odbudowywaniem odporności, bo jak widać ten sezon zupełnie mnie nie oszczędza.

Zioła które znajdują zastosowane w biegunkach: bez czarny (owoc), borówka czernica (owoc, liść), cząber (ziele), dziurawiec (ziele), kolendra (owoc), majeranek (ziele), mięta (liść), orzech włoski (liść), pokrzywa (liść), róża (owoc), rumianek (kwiatostan), szałwia (liść), śliwa tarnina (owoce)[1]; tatarak (kłącze), czosnek niedźwiedzi (liść), rdest ptasi (ziele), dąb (kora), poziomka (liść), jeżyna (liść), malina (liść), czarna porzeczka (liść)[2].

Mieszanka O. Andrzeja Klimuszko na biegunki [3]

Skład: kora wierzby, liść maliny, liść borówki czernicy, kora dębu, liść szałwii, liść podbiału, ziele poziomki, kłącze pięciornika, ziele przywrotnika, liść mięty pieprzowej. Wszystkie zioła zmieszać w równych częściach po 50g. Pić 2 razy po 1 szklance dziennie przed śniadaniem i przed kolacją.

[1] „Zioła dla wszystkich” – Piotr i Dorota Metera

[2] „Recepty zdrowia” – Marian Wiesław Wiśniewski  

[3]”Wróćmy do ziół” – O. Andrzej Czesław Klimuszko

Bluszczyk kurdybanek … (część 2) … w kuchni ;)

Nie klikajcie po ekranie – dziś będzie sam tekst, bez obrazków, chociaż jeden z poprzedniego kurdybankowego posta dorzucę, aby ładnie prezentował się w udostępnieniu.

Kurdybanek w kuchni zdaje się być bardzo wszechstronny i praktycznie niezastąpiony, a przecież przez tak nie nielicznych kuchcików jest stosowany. Tylko przez tych z zacięciem, na coś więcej niż suszone zioła z marketowej pułki. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że one też są w życiu przydatne i potrzebne oraz łatwe do pozyskania, ale nie o nich dziś będzie. Wracając do Bluszczyku kurdybanka w kuchni, to tak sobie myślę, że skoro jego właściwości zostały już choć po części omówione, to tym razem ograniczę się do przepisów ukazujących jego różnorodność w kuchni. Nie jestem tu jednak ekspertką w temacie kurdybanka, ale może skusi się ktoś i coś dorzuci od siebie. Wiem, że zaglądają tu profesjonalistki dzikiej kuchni, więc korekty moich spostrzeżeń, przez pryzmat praktyki – jak najbardziej są wskazane i oczekiwane. Dodam jeszcze, że nie będę podawała źródeł przepisów, gdyż po prostu na wielu stronach są one zdublowane i trudno jest określić ten pierwotny przepis. Najprawdopodobniej też Internety są miejscem wtórnym do publikacji tych przepisów. Potraktuję więc je jako zebranie w jednym miejscu części dobra ogólnoludzkiego kuchennego. Przejdźmy więc do rzeczy, pamiętając jednak, że bluszczyk ma w sobie gorycze, a więc choć nie jest sam w sobie intensywny, to jednak będzie miał gorzki posmak (i dobrze, bo między innym jego zawartością, to gorycze robią dobrze na brzuszek i trawienie).

  1. Oliwa aromatyzowana ziołowa: dobrej jakości oliwa lub olej w ilości 1 szklanki łączymy z 1/3 szklanki ziół suszonych lub przynajmniej lekko podsuszonych, bez oznak pleśni, czy stęchlizny. Najlepiej spisują się tu, w przypadku kurdybanka, pędy wybarwione i z kwiatami, ale jeśli czas na kwiaty już przeminął, to przynajmniej te części wybarwione. Zakręcamy, odstawiamy, od czasu do czasu słoiczkiem potrząsamy i używamy, wedle upodobań. Można to również przygotować do bieżącego użycia np. jeśli ktoś jada pieczywo z oliwą, na bazie świeżych ziół. Świeże zioła należy mocno rozdrobnić, połączyć z oliwą i odstawić „do naciągnięcia” na jakiś czas. Na jaki? Zależy od naszej cierpliwości – może być to godzina, albo 3 dni. Zioła świeże, zalane oliwą lub olejem wytrzymują spokojnie nawet do kilku tygodni (zależnie od ziół i od zastosowanego oleju). Można mieszać zioła, nie musi być to sam kurdybanek, ale warto nim się przejdzie do mieszania ziół, każde „zaolejować” osobno, aby bliżej się z nim poznać i sprawdzić, czy oddaje siebie do oleju tak jak nam odpowiada.
  2. Sól kurdybankowa. Świeże liście kurdybanka razem z kwiatami. Sól kłodawska szara. Ucieramy w moździerzu ziele, dodając soli. Proporcje możemy dobrać indywidualnie. Po roztarciu sól warto wysuszyć i później odsiać większe kawałki gałązek.
  3. Zupy – bardzo dobrze kurdybanek sprawdza się jako dodatek do zup. Spokojnie ogarnia rosołek niedzielny, byle dać go z umiarem wespół z włoszczyzną. Również całkiem dobrze radzi sobie jako dodatek do zupy ziemniaczanej, czy jarzynowej, ale te i w krupniku. Całkiem dobrze znosi go również pomidorówka. Może w zupach również „zastąpić” świeżą nać pietruszki. Jego stosowanie w kuchni, jest u nas starsze niż pietruszki, więc możemy go posiekać na surowo, byleby dobrać tu listki nieco bardziej z cienia, które będą bardziej zielone, nieco większe i zdecydowanie miększe niż te pozyskane z ostrego słońca. 
  4. Ziemnioczonka z kondrotkiem – Składniki: 2 kg ziemniaków; 1,5−2 l wody; 1 mała cebula; 2 marchewki; 0,5 selera; 250 ml mleka; 1 łyżka mąki, 20 dkg masła (mnie się zdaje, że tyle to nie trzeba, bo to do smażenia, ale to już wedle własnych eksperymentów każdy kartoflankę umiesza); kminek; ziele angielskie; liść laurowy; kondrotek (bluszczyk kurdybane). Pokrojoną cebulę podrumienić na maśle. Dodać pokrojone w kostkę ziemniaki, marchew stratą na grubej tarce, kminek, ziele angielskie, liść laurowy, szczyptę soli. Wszystko razem podrumienić, mieszając. Zalać wodą. Gotować około 40 minut. Na końcu rozrobić łyżkę mąki w szklance mleka − wlać do zupy i zagotować. Dodać pokrojony kondrotek, przyprawić do smaku [3].
  5. Prosta zupa z bluszczykiem kurdybankiem i makaronem. Składniki: 2 nieduże filety z udek kurczaka, bez skóry; 1-2 garści makaronu (np. świderki); ok. 3/4 szkl. pokrojonej w kosteczkę włoszczyzny (bez kapusty); 1 łyżeczka masła; garść młodych pędów bluszczyka kurdybanka; ok. 30g serka topionego śmietankowego; 1/2 łyżeczki papryki słodkiej mielonej; 1/3 łyżeczki pieprzu ziołowego; sól, pieprz. Przygotowanie: mięso z udek kurczaka opłukałam i dobrze osuszone ręcznikiem papierowym, pokroić należy w niedużą kostkę. Warzywa z włoszczyzny (marchewka, pietruszka korzeń, seler korzeń i kawałek pora) dokładnie oczyścić i pokroić w kosteczkę (łącznie ok. 3/4 szklanki). Bluszczyk dokładnie opłukać i posiekałam. W garnku na maśle nieco zrumienić mięso, dosypać warzywa i smażyć kilka minut żeby warzywa również odrobinę zaczęły się rumienić. Dodać ok. 1l wody i wsypać suchy makaron. Gotować na małym ogniu, pod przykryciem, aż makaron zmięknie, pilnując aby się nie rozgotował. Gdyby zupa była zbyt gęsta można dolać nieco gorącej wody. Na koniec dorzucić serek topiony, doprawić zupę papryką mieloną i ziołowym pieprzem oraz odrobiną soli. Dosypać posiekany bluszczyk i już nie gotować [4].
  6. Masło kurdybankowe: 1 kostka masła o wysokiej zawartości masła – 80%; szklanka pociętego bluszczyku kurdybanka, razem z łodyżkami. Olejki eteryczne najlepiej rozpuszczają się w tłuszczach. Przygotowanie: dobrej jakości masło topisz na maleńkim ogniu przez godzinę, w tym czasie na dnie zbierze się biała maź, u góry szumowiny, pośrodku czyste złociste masło. Szumowin nie trzeba zbierać, same utworzą skorupę, którą można zebrać przy przelewaniu sklarowanego masła do czystego słoiczka. Garnek z masłem trzyma się przez godzinę na bardzo małym ogniu (kuchenka indukcyjna 3 stopień), a po tym czasie, złociste masło zlewa się do czystego słoika. Kiedy temperatura masła klarowanego osiągnie około 40 st. C, dorzuca się pokrojony drobno bluszczyk kurdybanek i odstawia się go do dnia następnego. Następnego dnia słoik ogrzewa się delikatnie w kąpieli wodnej, uważając aby nie przegrzać masła (pamiętamy o 40 st. C z poprzedniego wpisu kurdybankowego) i aby przyspieszyć jego topnienie, mieszamy zawartość słoiczka, gdy jest to już możliwe. Zestawiamy z kąpieli, i jeśli masło uzyskało przejrzysty kolor, przelewam przez sitko rozdzielając bluszczyk od masła. Kurdybanek zamiast wyrzucać – przerabiamy na zupkę [2]…
  7. Zupa kurdybankowa (porcja na 2 osoby): 1 por – biała część, 2-3 średnie ziemniaki, kurdybanek –szklanka pociętego kurdybanka pozostała po przygotowaniu masła klarowanego, 450 ml wody, sól, pieprz. Por potnij, ziemniaki zetrzyj na grubej tarce lub potnij na drobne kawałki. Do garnka wrzuć na łyżkę oleju por (może być też cebula), ziemniaki, zasmaż do uzyskania przejrzystości pora/cebuli. Wlej tyle wody, ile potrzeba na zupę dla dwojga osób, ja wlewam 450 ml, pogotuj 5-10 minut, sprawdź, czy ziemniak jest miękki. Gdy zupa lekko ostygnie dorzuć masę kurdybankową, zmiksuj [2].
  8. Kurdybankowe kulki z kaszy lub ryżu: 1 szklankę kaszy (lub ryżu) wymieszaj z drobno pociętymi listkami i kwiatkami kurdybanka, dodaj 1-2 łyżki oliwy, pieprz. Z masy ulep kulki i obtaczaj je w pociętych liściach czosnku niedźwiedziego lub czosnaczku, kwiatach pierwiosnka (jeśli jeszcze masz), prażonym ziarnie słonecznika [2].
  9. Kulki serowe z dodatkiem kurdybanku. Gęsty twarożek wymieszać z bryndzą, posiekaną natką pietruszki i szczypiorkiem, obtocz w siekanych liściach kurdybanku (jasnozielonych), a latem także w kwiatach bluszczyku. Odrobinę posiekanego bardzo drobno ziela i kwiatów można doać również do masy na kulki.
  10. Tofu wiosenne. Składniki: kostka zwykłego tofu; sól kala namak (sól czarna); olej słonecznikowy lub z lnianki -1 łyżka; garść bluszczyku kurdybanka; garść liści mniszka; garść młodych liści pokrzyw. Zioła dokładnie posiekać, dodać rozdrobnione tofu, sól czarną i olej. Ugnieść widelcem. Podawać z dobrym żytnim lub orkiszowym chlebem. (To czego brakuje w przepisie na pewno, to tego aby pokrzywę jednak lekko i krótko zblanszować, co pozbawi ją pieczenia oraz nieco goryczy, bo i tak będzie goryczy sporo w liściach mniszka i w kurdybanku. Dorzuciłabym tu łyżkę majonezu wegańskiego, bo zdaje się być to jednak suche, albo oliwy, ale to już gusta indywidualne.)
  11. Pierogi z kurdybankiem. Zebrać kurdybanek 2 – 3 szklanki, posiekać z grubsza, krótko obgotować aby zmiękł. Na maśle (lub innym preferowanym tłuszczu) podsmażyć cebulkę. Połączyć z odcedzonym kurdybankiem na patelni, można jeszcze nieco podsmażyć (nawet pokusiłabym się o dodanie części listków dopiero na tym etapie bez gotowania). Doprawić do smaku solą i pieprzem i lepić pierogi. (Mnie się wydaje, że i do makaronu może być to dodatek, a dla tych co mięso jadają, to i można paseczki boczku dorzucić do kompletu). Można też dodać do farszu np. na pierogi ruskie nieco posiekanego ziela bluszczyku.
  12. Sałata z kurdybankiem (jedna z wielu). Składniki: kilka liści sałaty masłowej (lub mix sałat); 1-2 garści łodyżek bluszczyku kurdybanka; 1/2 strąka papryki czerwonej; 2 łyżki oliwy z pestek winogron; 1-2 łyżeczki soku z cytryny; do smaku: sól, cukier, pieprz mielony biały. Oliwę wymieszać z sokiem z cytryny, doprawić szczyptą soli, odrobiną cukru i pieprzu, dokładnie wymieszać. Sałatę i bluszczyk opłukać, osuszyć. Paprykę pokroić w drobną kosteczkę. Liście sałaty porwać na mniejsze kawałki, dodać oberwane z łodyżek i nieco posiekane listki (jasnozielone bez przebarwień) oraz kwiaty kurdybanka. Całość skropić sosem, wymieszać, nałożyć na talerze i posypać papryką.
  13. Syrop wg przepisu S. Korżawskiej. Garść świeżego kurdybanku wrzucić do garnka, wlać 6 szklanek wody. Zagotować, na małym ogniu ogrzewać 15 minut. Przecedzić i dodać tyle miodu, ile jest wywaru. Wymieszać, zagotować i kolejny raz podgotować 5 minut. Przelać do butelek. (Zdecydowanie na mój gust mało ziela, dużo wody. Syrop zostawię jednak do wiosny i cóż proporcję sprawdzę na kwitnącym zielu zadane, oraz własne 1 szklankę ziela na 4 szklanki wody. Przy 6 szklanka wody, zastanawiałabym się nad suchym zielem).Syrop można dodawać do ciepłej wody lub herbaty. Wzmacnia układ odpornościowy, polecany jest dla dzieci anemicznych oraz dla osób nerwowych.
  14. Winko na odporność. Garść ziela bluszczyku kurdybanku zalać w garnku litrem dobrego, białego gronowego wina. Doprowadzić do wrzenia. Gotować 15 minut na małym ogniu. Przecedzić przez sitko, dodać tyle miodu ile zostało wywaru. Podgotować kolejne 5 minut stale mieszając. Rozlać do butelek.
  15. Śledzie ze śmietaną zielem i kwiatem kurdybanka – tu bez przepisu, ale obiecuję wrócić wiosną do tematu (postaram się pamiętać, bo zafrapowało mnie to zestawienie, będę zgłębiać temat). 

Myślę, że 15 propozycji to ilość wystarczająca. W wielu miejscach, w nawiasach pokusiłam się o własne uwagi, do których można się zastosować, albo które można rozważyć, albo pominąć. Mogłabym tak jeszcze długo i dużo, ale zdaje mi się, że już to co zamieściłam, pokazuje wszechstronność kurdybanku w kuchni. Co jeszcze, może to, że na początku XX wieku w wielu miejscach był lepiej znany i częściej stosowany niż pietruszka i seler, które to rośliny w pewnym sensie wyparły go z kuchni. To o czym nie napisałam, a co sama stosuję latem, to marynaty do mięsa przed pieczeniem (i grillowaniem), do których dodaję około 2/3 szklanki posiekanego grubo ziela świeżego kurdybanka, w połączeniu z solą, pieprzem i olejem lub masłem oraz tym wszystkim innym co mi w ręce wpadnie. Oczywiście do omletów, jajecznicy, koktajli warzywnych można go również dodawać. Jak dużo? Trudno powiedzieć – zależnie jak duży stopień tolerancji na gorycze posiadamy. Myślę, że wątek ten mogłaby z wielkim powodzeniem uzupełnić Justyna Pargieła z Dzikiej kuchni, która z bluszczykiem jest od dłuższego czasu zaznajomiona w swojej kuchni.  

Uprawa mieszkaniowa: Dla upartych oraz mieszkańców blokowisk napiszę, że bluszczyk do skrzynki balkonowej nadaje się całkiem dobrze. Ponieważ tworzy rozłogi, a pędy nadziemne często posiadają korzonki na węzłach z listkami, co sprawia, że łatwo jest go „rozsadzać” wtykając kawałki z korzonkami do doniczki, o tyle praktyczniejszym będzie wykopanie już rozkrzewionej roślinki z bryłą ziemi. W nowym domku (skrzynce/ doniczce) na początku lubi być podlewany byleby z umiarem. Kiedy już mamy roślinkę przyjętą i zakorzenioną, podlewamy gdy ma już dość sucho i tu nie boimy się już jej przelać, byle by nie stał w bagienku, bo tego nie lubi. Spokojnie, jako podłoże sprawdzi się pomieszana ziemia uniwersalna z odrobiną piachu lub z ziemią z podwórka. Ponieważ roślinki na balkonie mają jednak zdecydowanie mniej możliwości podciągania z gleby niezbędnych składników, warto raz na jakiś czas pomyśleć o nawożeniu uprawy balkonowej, ale tu jednak też bez szaleństwa: 1- 2 razy w miesiącu na sezon powinno wystarczyć [1].

Źródła:

[1] – „Lecznicze przyprawy” Andrzej Sarwa.

[2] – https://ziolowawyspa.pl/bluszczyk-kurdybanek-w-kuchni/ (24.09.2021) – tak, tu źródło wskazuje, bo zdaje się, że to jednak autorskie potrawy Pani Małgorzaty.

[3] – „Zbiór przepisów potraw regionalnych województwa śląskiego” p.r. Hanny Szymanderskiej

[4] – https://smacznapyza.blogspot.com/2015/05/majowa-zupa-na-winie-bluszczyk.html (24.09.2021)

Bluszczyk kurdybanek – roślina zielna, czy może jednak kuchenna… (część 1)

Od jakiegoś czasu, w różnych miejscach, zdarza mi się słyszeć peany o tej małej roślince. Wrzesień jest dalekim miesiącem od sezonu kwitnienia bluszczyku kurdybanka, ale nic to nie szkodzi, gdyż bluszczyk kurdybanek jest całkiem żwawy, no cóż, może z nieco mniejszym turgorem, ale jednak żwawy i pod śniegiem. Bluszczyk również potraktuję dwoma wpisami osobnymi, tj. zielarskim i kuchennym. Dla mnie, chociaż ma wiele zalet jako roślina zielna, przede wszystkim wprowadza się do kuchni. Z przekory więc zacznę od tego z czym może mnie samej kojarzy się w dalszej kolejności, ale za to od tego czego poszukują w nim jego zwolennicy.

Bluszczyk kurdybanek – Glechoma hederacea L., cyt. „ …występuje bardzo często w rozmaitych źródłach staropolskich, ale pod rozmaitymi nazwami, jak: bluszcz, bluszcz świni, bluszcz ziemny, ptasie główki, a nawet gundram, kundran. Wedle Rostafińskiego nazwa bluszcz pochodzi z powodu pełzania rośliny po ziemi, a ptasie główki z powodu kształtu owoców stojących na długich szypułkach, gundram z niem. Gunderum (Rostafiński 1900b I: 280 – 281). Lud zwie go zwykle kurdybanek, ale także kudrunek (pow. Sanok), kurwanek, kurwotek (pow. Żywiec i Limanowa), kondratek (Cieszyn), kołtunnik (Tykocin), ziele św. Piotra (pow. Gorlice) [1].” Bywa również nazywany kondratką, bluszczem zimowy, czy też obłoźnikiem.

Przypisywano mu właściwości wpływające na czyszczenie krwi, moczopędne, pobudzającą trawienie, czy też przyśpieszającą przemianę materii. W XX wieku był zalecany do profilaktyki i leczenia zatrucia ołowiem, natomiast w XIX wieku był promowany jako lek rozluźniający zalegający śluz w drogach oddechowych, wykrztuśny i wzmacniający po osłabieniu zimowym. Zewnętrznie może być stosowany na okłady do ran, wrzodów i liszajów [2]. Jako lek rozluźniający zalegający śluz ułatwia odkrztuszanie zalegającej wydzieliny ropnej i śluzowej z dróg oddechowych. Ponadto rozszerza oskrzela, ułatwiając oddychanie. Intrakt przerywa ataki astmy i zadyszki. Doskonały w leczeniu zakażeń i nieżytów dróg oddechowych, w tym również tych pochodzenia alergicznego. Jest polecany przy chrypce, przy kaszlu, w zapaleniu oskrzeli i krtani, ale również w zapaleniu płuc i zatok. Bluszczyk kurdybanek, jak wskazuje dr Henryk Różański, wzmaga wydzielanie żółci, wspomaga odtruwanie i oczyszczanie wątroby. Zawiera składniki ochraniające miąższ wątroby przed uszkodzeniem toksynami, marskością i stłuszczeniem. Poprawia czynności sekrecyjno-absorpcyjne układu pokarmowego, dlatego sprawdza się przy niestrawności i zaparciach, zespole zaburzonego wchłaniania w przebiegu długotrwałych nieżytów przewodu pokarmowego. Pobudza przemianę materii, reguluje wypróżnienia. Korzystnie wpływa na metabolizm przy przewlekłych chorobach skórnych [3].

W zależności od stanowiska przybiera różne formy morfologiczne, a jego zabarwienie może się od siebie różnić nawet w obrębie jednej rośliny. Pędy rosnące w cieniu są wydłużone, w kolorze zielonym (jasna do ciemna zieleń), listki delikatne, pędy wiotkie, długie, pełzające i wznoszące się. Na słońcu pędy stają się fioletowe lub fioletowo-zielone, czasem czerwono-zielone lub brunatno-fioletowe, silne, krótkie, twarde, liście zdrobniałe, sztywniejsze, często pofałdowane. Ziele kurdybanka zebrane z nasłonecznionych stanowisk jest bogate w olejek eteryczny, silnie pachnące i najcenniejsze do celów leczniczych. Ziele ze stanowisk słabo nasłonecznionych jest ubogie w składniki aktywne i mało wartościowe. Optymalnym czasem zbioru, jest okres kwitnienia [3].

Surowiec zielarskie stanowi ziele – Herba Hederae terrestris. Zawiera olejek eteryczny (bogaty w kamfen, pinokamfen, pinen, mircen, menton, pulegon), triterpeny i seskwiterpeny (glechomanolid, glechomafuran, kwas ursolowy, kwas oleanolowy i ich pochodne), garbniki (6-7%), flawonoidy (kwercetyna, luteolina, apigenina), kwasy fenolowe (rozmarynowy, ferulowy, kawowy, syryngowy, waniliowy), gorycze, glikozydy saponinowe. Właściwości detoksykujące (odtruwające) preparatów z bluszczyku związane są z obecnością triterpenów, seskwiterpenów, fenolokwasów i saponozydów. Flawonoidy warunkują właściwości przeciwwysiękowe i przeciwzapalne. Garbniki działają odkażająco, ściągająco i przeciwwysiękowo. Saponozydy zwiększają diurezę. Fenolokwasy, flawonoidy i garbniki mają właściwości tworzenia związków chelatowych z niektórymi metalami, a związki terpenowe z niektórymi węglowodorami. Przetwory z bluszczyku zalecano nie tylko w leczeniu zatruć, ale również w celu ochronienia wątroby przed uszkodzeniem toksycznym, pobudzenia wydzielania żółci, w celu wyregulowania perystaltyki przewodu pokarmowego oraz procesów trawienia i wchłaniania składników pokarmowych. Ponoć znakomicie leczył nieżyty (dawniej określenie na stany zapalne i infekcje) dróg moczowych [2].

Suszenie ziela bluszczyku kurdybanku – dopuszczalna temperatura suszenia, w której zachowane zostaną jego składniki, nie powinna przekraczać 40 stopni C, ponad tą granicę traci on większość najcenniejszych składników. Suszenie musi być jednocześnie możliwie krótkie w czasie (szybkie). Rozdrobnione ziele należy przechowywać w szczelnych słojach [3].

Jak widać po opisach dr Henryka Różańskiego, suszenie ziela jest dosyć sporym wyzwaniem, aby zrobić to dobrze i mieć wartościowe zapasy. Trudno wskazać optymalną metodę, bo każdy jednak z nas ma inne domowe warunki, nie mniej jednak, to o czym już wspominałam, i pewnie wspominać będę jeszcze wiele razy, to czas zbioru roślinki do suszenia na ziele (lub przyprawę). Pogodny, słoneczny i przede wszystkim suchy dzień. Żadnej rosy. Najlepiej ze stanowisk nasłonecznionych, daleko od drogi i kominów oraz piesków osiedlowych, bo zależy nam aby był suchy. Ale jak to? Ano tak to – nie szorujemy go, ale zawsze możemy go potraktować mgiełką etanolową 60 – 70%. Mgiełka to mgiełka, nie kąpiel. Tak, żeby nam zdążył alkohol odparować. W sumie, o tym też będzie – za jakiś czas. Słów jeszcze kilka zacytuję, jak to wyglądało lecznictwo ludowe w materiałach podanych przez Adama Fischera, którego cytowałam na wstępie tego artykułu, ale na podsumowanie też się nadaje. Chociażby aby porównać zastosowanie „ludowe” z zielarskim. Cyt. „Lecznictwo ludowe. Wśród ludu w pow. Żywiec krąży opowieść, że ziele ma na końcu korzonek ugryziony, bo ugryzł go cierpiący na zęby lub ból w boku św. Piotr, zapewne z zalecenia Chrystusa, jak o tym mówi opowieść z pow. Gorlice. Odtąd też bluszczyk zowie się zielem św. Piotra i bywa stosowany przeciw bólowi zębów (Kolberg Lud VII: 130; ZWAK VI: 259). W pow. Tarnobrzeg w celu uspokojenia bólu głowy okręcają bluszczykiem głowy. Nadto stosuje się bluszczyk przeciw bólowi zębów. W pow. Pińczów gotują liście tej rośliny wraz z liśćmi macierzanki i odwarem płuczą usta, ale od-war należy robić w garnku pod pokrywą oblepioną ciastem. Odwar bluszczyka służy jako lekarstwo na kaszel albo przeciw zaflegmieniu (okolice Krakowa). Natomiast suchym zielem i korzeniami okadzają w chorobie zwanej kołtunem (Międzyrzec, Tykocin). W ogóle stosuje się nieraz w różnych bólach wewnętrznych. W pow. Gorlice przeciw boleściom wewnętrz-nym gryzie się korzeń tego ziela. Albo też zaparza się bluszczyk i robi się okłady na bolący brzuch (pow. Limanowa, Konin). Odwarem z bluszczyka trują solitera [tasiemca] (okolice Kalisza). Niekiedy zalecają zaś zaparzać liście bluszczyka i pić przeciw boleściom (Lublin). Listeczki bluszczyka przykładają na rany (Łowicz). Polacy nad Niemnem używają bluszczyka kurdybanka jako leku przeciw wszelkim naroślom i wrzodom, a to ze względów magii analogicznej, gdyż pod liśćmi tej rośliny tworzą się w jesieni małe narośle. Dawne książki lekarskie, jak Compendium medicum (1719) zalecają sok bluszczyka ciepły puszczać w ucho w celu leczenia głuchoty” [1].

Przeciwwskazania: Przez wzgląd na brak obserwacji naukowych i badań trudno jest mówić o możliwych działaniach niepożądanych lub przeciwwskazaniach do stosowania związanych z bluszczykiem kurdybankiem, jednak przeglądając liczne strony internetowe, można trafić na informację o przeciwwskazaniu do stosowania bluszczyku w okresie ciąży. Co zdaje się być zasadnym, na podstawie analizy składników aktywnych zawartych w bluszczyku kurdybanku, z których część jest odradzana do stosowania w okresie ciąży.

Podsumowując, tą mało bogatą w źródła część, nadmienię, że bluszczyk kurdybanek nie jest rośliną zielną, o której można by poczytać w naszej farmakopei narodowej. Z tego zapewne też wynika znikoma ilość materiałów naukowych traktujących go inaczej niż jako chwasta o zastosowaniu przede wszystkim kuchennym. Jednak zarówno Niemcy, jak też Francuzi już jak najbardziej wpisali tę roślinę do swoich narodowych farmakopei. Nie mniej, jak się okazuje po próbach wyszukania materiałów anglojęzycznych, też wielu nowych informacji nie uzyskujemy. Oj, artykułów bywa sporo, tyle, że nie pod kątem sprawdzenia i potwierdzenia lub wykluczenia właściwości przypisywanych mu zwyczajowo.

Czy bluszczyk jest cudownym ziółkiem na prawie wszystko? Myślę, że nie. Czy ma swoje zalety potwierdzone latami zastosowań? Na pewno tak. Warto jednak pamiętać, że każdy organizm jest inny i może się zdarzyć, że te same zioła na bliskie osoby będą działać mniej lub bardziej subtelnie lub intensywnie, czyli zupełnie inaczej. Biorąc też pod uwagę, że oddziaływanie, jakie jest przypisane do kurdybanka, dotyczące w głównej mierze układu pokarmowego, to po prostu w tym miejscu zostańmy przy wyszukiwaniu jego cudowności. „Zdrowy brzuszek – zdrowe dziecko” , taki slogan pamiętam z jednej z ulotki, które mój syn, jako mały chłopiec znosił do domu w ilościach hurtowych. Jak dla mnie to hasło jest prawdziwe, i to zarówno dla dzieci, jak też dla dorosłych. Zostanę więc przy kulinarnych zastosowaniach bluszczyku kurdybanka, ale o tym to już za kilka dni – w następnym wpisie dla zdrowego brzuszka.

Przetwory

  1. Napar i odwar 5% i spożywano często, ale w małych ilościach (100 ml, co 3-4 godziny) [1], parzyć pod przykryciem krótko, do 15 minut. Pić 2-3 szklanki dziennie, w nieżytach układu oddechowego i przeziębieniu – z miodem lub sokiem malinowym. Napar (1 łyżka na szklankę wrzątku 2 razy dziennie) i nalewka 1:5 nadają się do leczenia stanów zapalnych skóry w przebiegu wyprysków (egzema) i trądzików [2].
  2. Macerat ze świeżego, mielonego ziela 10%, intrakt ze świeżego ziela (1:5) i sok ze świeżego ziela [1].
  3. Intrakt ze świeżego ziela kurdybanka – Intractum Glechomae: 100 g zmielonego ziela zalać 300 ml gorącego alkoholu 60-70%, wytrawiać 7 dni lub dłużej, przefiltrować. Zażywać 3 razy dziennie po 5 ml lub użyć do wyrobu znakomitego i mocnego syropu kurdybankowego [2].
  4. Sirupus Glechomae (syrop kurdybankowy) na katar i kaszel: 1 część intraktu + 1 część miodu lub syropu malinowego, zmieszać. Zażywać co 4-6 godzin po łyżce [2].

Źródła:

[1] – „Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych – Słownik Adama Fischera”, M. Kujawska, Ł. Łuczaj, J. Sosnowska, P. Klepacki

[2] – https://rozanski.li/449/bluszczyk-kurdybanek-kurdybanek-pospolity-glechoma-hederacea-linne-w-fitoterapii-dawnej-i-wsplczesnej/ (23.09.2021)

[3] – https://rozanski.li/572/bluszczyk-kurdybanek-glechoma-hederacea-l-raz-jeszcze/ (23.09.2021)

O Nawłoci jeszcze słów kilka

Nieco bardziej treściwie, o co byłam proszona. Zaczynamy też powoli wchodzić w opisach roślin w związki, jakie się w nich znajdują. Jednak chemię, i to co w roślinach się kryje, zostawię na okres dłuższych wieczorów, bo może to sprawi, że jeszcze inne osoby będą mieć cierpliwość do chemicznych zawiłości. Dziś wracam więc do nawłoci, która już od kilku dni czekała na dopracowanie. Opisuję nawłoć pospolitą, która w brew nazwie pospolita powoli przestaje być będąc wypieraną przez nawłoć kanadyjską i nawłoć późną. Jednak, spokojnie możemy posłużyć się nawłocią kanadyjską, gdy w pobliżu brak jest nawłoci pospolitej. Ja akurat jestem tą szczęściarą, która mieszka w okolicach gdzie nadal można ją spotkać, ale wiem, że takich stanowisk z roku na rok jest mniej. Wielka szkoda, bo jednak nawłoć pospolita jest po prostu piękna.

Nawłoć pospolita (Solidago virgaurea Linne) – jest wieloletnią rośliną należącą do rodziny Astrowatych (Asteraceae), występującą pospolicie w Europie, Azji i Ameryce. Surowcem roślinnym jest ziele nawłoci pospolitej (Herba Solidaginis) [2].

W tradycji ludowej znana także jako złota rózga, złota dziewica, złotnik, głowienka czerwona. Jest to roślina lecznicza spotykana na brzegach lasów, w rowach, na nasypach i na porębach leśnych. Cechuje ją krzaczasta łodyga o wysokości dochodzącej do 80 cm i o żółtych kwiatach. Kwiaty, ale też całe ziele, zbiera się w okresie kwitnienia tj. od lipca do października. Nawłoć znajduje zastosowanie w schorzeniach jelit i krwawieniach jelitowych. Głównie jednak, jest to roślina wysoko ceniona jako doskonały lek w schorzeniach nerek. Kwiaty i liście nawłoci cechuje działanie chłodzące, a ponieważ roślina działa odwadniająco jest polecana przy wszelkich chorobach nerek i pęcherza [1]. Wskazania do stosowania nawłoci to stany zapalne i infekcje układu moczowego i płciowego, kamica moczowa, choroby metaboliczne i z autoagresji immunologicznej (reumatyczne, toczeń, trądziki, łuszczyca), kuracje odtruwające, otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, niewydolność krążenia, nieżyty przewodu pokarmowego. Ponadto sok z nawłoci i maść przyrządzona na świeżym zielu z masłem (ucierać) stosowane były dawniej w leczeniu wyprysków, ran i oparzeń. Napar z nawłoci może być wykorzystany do przemywania skóry z problemem łojotokowym, z trądzikiem młodzieńczym, zapaleniem mieszków włosowych, również przy trądziku różowatym i do przemywania skóry z mokrymi wypryskami. Zmniejsza i oczyszcza pory. Rozjaśnia cerę. Posiada właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne, osuszające i ściągające [5].

Ziele nawłoci pospolitej zawiera liczne biologicznie aktywne substancje z grupy flawonoidów, saponin triterpenowych i diterpenów, garbniki, olejek eteryczny, polisacharydy oraz glukozydy fenolowe. Ponadto w zielu stwierdzono również obecność kwercetyny oraz kemferolu w powiązaniu z różnymi komponentami cukrowymi (glukozą, galaktozą, ramnozą, rutynozą) [2]. Wg FP VI surowiec powinien zawierać nie mniej niż 0,5% flawonoidów, w przeliczeniu na kwercetynę. Do celów leczniczych można zastosować dwa gatunku nawłoci: nawłoć pospolitą – Solidágo virgaaúrea Linné oraz nawłoć kanadyjską Solidago canadensis Linné, z rodziny złożonych – Compositae [3].

Monografia Komisji E, wskazuje nawłoć do zastosowania dla zwiększania diurezy w stanach zapalnych dróg moczowych, w kamicy nerkowej i piasku nerkowym oraz w zapobieganiu kamieniom nerkowym. Nawłoć wykazuje działanie moczopędne, przeciwzapalne i słabo rozkurczające. To samo źródło wskazuje jako właściwą dobową dawkę nawłoci w wysokości 6-12 g surowca, co odpowiednio przekłada się na przetwory z tego surowca. Według ESCOP stosuje się 3-4 g wysuszonego surowca w postaci naparu, 2-3 razy dziennie. Natomiast według monografii EMA dawkowania dla rozdrobnionego surowca to 3-5 g, 2-4 razy dziennie, natomiast w odniesieniu do suchego ekstraktu wskazanie pojedynczej dawki to przedział 350-450 mg, 3 razy dziennie. Można w literaturze również spotkać się z dawkowaniem: 2-4 g/filiżankę naparu wodnego do 2 razy dziennie, podobna ilość rozdrobnionego i wysuszonego ziela w kapsułkach lub 1-3 ml tinktury, 3 razy dziennie. Jako produkt leczniczy nawłoć stosuje się tradycyjnie od 2 do 4 tygodni, po czym należ stosowanie należy przerwać [2].

Ponieważ polifenole i saponiny zawarte w zielu nawłoci pospolitej, ale również w nawłoci kanadyjskiej, tworzą związki kompleksowe z wieloma ksenobiotykami, sprawiają że są one łatwo rozpuszczalne w wodzie, a dzięki temu wiele toksyn może być usuniętych z organizmu wraz z moczem i potem. Glikozydy fenolowe i saponiny zwiększają filtrację w kłębuszkach nerkowych i zmniejszają resorpcję zwrotną w kanalikach nerkowych. Za działanie przeciwzapalne, przeciwwysiękowe i rozkurczowe odpowiadają antocyjany, fenolokwasy i flawonoidy [3].

Wszystkie psychiczne przeżycia odbijają się na nerkach. Dlatego po wstrząsie psychicznym, bez względu na przyczynę zdarzenia, zawsze ucierpią nasze nerki. Warto więc, przeżywając rozczarowania i inne psychiczne obciążenia, sięgnąć po herbatkę z nawłoci. Przeżywając silne wstrząsy uczuciowe odczuwamy uspokajające działanie tej rośliny w podobny sposób, jak kojące głaskanie ręką [1].

Bezpieczeństwo stosowania: Nawłoć należy do bezpiecznych środków ziołowych. Nie powinno się jej podawać przy obrzękach spowodowanych ostrą niewydolnością nerek i serca. Osoby uczulone na rośliny z rodziny Compositae = Asteraceae mogą przejawiać objawy alergii po zażyciu preparatów nawłociowych (rumień, pokrzywka, pieczenie i świąd skóry). Wzmaga działanie syntetycznych leków moczopędnych. Może potęgować działanie środków przeciwzakrzepowych [4].

Nawłoć w przetworach zielarskich:

  1. Herbatka (napar): Jedna kopiasta łyżeczka nawłoci na 1/4 litra wody; zalać gorącą wodą, zostawić na krótko do naciągnięcia [1].
  2. Napar nawłociowy – Infusum Solidaginis: 2 łyżki rozdrobnionego ziela zalać 1 szklanką wrzącej wody; odstawić na 30 minut; przecedzić. Pić 3-4 razy dziennie po 100-150 ml [3]
  3. Napar na piwie: ½ szklanki świeżych lub suchych kwiatów albo ziela nawłoci zalać 500 ml gorącego piwa, przykryć na 10–20 minut, przecedzić. Pić gorące przy infekcjach układu moczowego i kamicy moczowej oraz przeziębieniu. Po przemarznięciu i przemoczeniu, przy przeziębieniu dobrze jest takie piwo nawłociowe wypić podczas rozgrzewającej kąpieli [4].
  4. Wyciąg alkoholowy: 100 g ziela rozdrobnionego zalać 400 ml gorącego alkoholu 40%, wytrawiać 14 dni, przefiltrować. Zażywać 3 razy dziennie po 5-10 ml lub 1 raz dziennie mały kieliszeczek [5].

Źródła:

[1] – „Apteka Pana Boga” Maria Treben

[2] – Postępy fitoterapii 3/2019, „Działanie moczopędne wybranych surowców roślinnych”, J. Baraniak, M. Kania-Dobrowolska

[3] – „Charakterystyka najważniejszych urotropica i ich zastosowanie w fitoterapii chorób układu moczowego”, dr Henryk Różański

[4] – Herbalism nr 1(2)/2016: Z dziejów fitoterapii, „Znaczenie nawłoci (Solidago) w fitoterapii”, H. Różański, Ł. Bobak, T. Trziszka

[5] – https://rozanski.li/341/herba-virgaureae-herba-solidaginis-ziele-nawloci-jako-surowiec-farmakopealny/ (19.09.2021)

Nawłociami jesień się zaczyna…

Zdecydowanie brzmi mało poetycko. Oryginał bardziej poetycko oddaje charakter nadchodzącej pory roku. Problem w tym, że nawłoć i mimoza to dwie zupełnie odmienne rośliny. Nawet ze sobą nie spokrewnione. Nie wiem, jaka jest prawdziwa historia tego galimatiasu z nazwami, ale cofając się od mimozy do nawłoci, mogę jakąś przybliżoną hipotezę tej pomyłki wysnuć.

Oczywiście całe powszechne zamieszanie wynika z wiersza Juliana Tuwima, który Czesław Niemen zaśpiewał w tak przejmujący sposób, że pozostał z nami w postaci szlagieru do dziś. Co więcej, czasami nawet trudno skojarzyć tekst z jego twórcą, a przypisuje się go odtwórcy. Przejdźmy jednak do tego skąd to zamieszanie.

Julian Tuwim w 1939 wyemigrował przez Rumunię, Włochy do Francji. W obliczu kapitulacji Francji (1940) i osobistego zagrożenia, następnie udał się przez Hiszpanię do Lizbony, skąd z kolei dotarł do Rio de Janeiro, by 1942 trafić do Nowego Jorku (gdzie spędził pięć lat). Wspominam o tym, nie bez przyczyny. Warto zwrócić uwagę na jego obecność we Włoszech, czy w Hiszpanii, gdzie mamy do czynienia ze zdecydowanie cieplejszym klimatem niż nasz polski.

Co z tymi roślinami? Wróćmy do mimozy, a raczej do Mimozy i popatrzmy na nią od strony botanicznej.

Mimoza, czułek (Mimosa) to rodzaj tropikalnych roślin powszechnie występujących w Ameryce Południowej i na wyspach Oceanu Spokojnego. U nas spotykana głównie w hodowlach domowych doniczkowych. Tradycyjnie zaliczana do podrodziny mimozowych Mimosaceae w rodzinie bobowatych Fabaceae s.l.. Od 2017r. mimozowe zostały umieszczone w podrodzinie brezylkowych Caesalpinioideae.

Jak widać na rycinie, trudno doszukać się w niej podobieństwa do naszej nawłoci pospolitej, czy chociażby nawłoci kanadyjskiej… Niewątpliwie jednak, jest delikatna już na samo spojrzenie. Jak widać poniżej, w przypadku mimozy wstydliwej, kwiaty mimozy nie chcą być w żaden sposób zbliżone swoim pokrojem do nawłoci.

Wiele gatunków mimozy wyróżnia się niezwykłą czułością na dotyk, czyli tzw. tigmotropizmem. W chwili dotyku roślina reaguje zamykaniem (składaniem) liści, są to ruchy sejsmonastyczne. Listki odcinków drugiego rzędu składają się do góry i stykają ze sobą górnymi powierzchniami, całe odcinki zbliżają się do siebie, a ogonek wiotczeje i zwisa. Również brak światła słonecznego wywołuje tę samą reakcję. Najkrótszym czasem reakcji na bodziec (dotyk) cechują się liście mimozy wstydliwej, której listki potrafią złożyć się już w 0,08 sekundy. Powrót do pełnego rozłożenia liści nie jest już jednak tak szybki i może zajmować nawet 15–20 min. Na czas powrotu do ułożenia podstawowego liści ma również temperatura i im ta jest wyższa tym powrót jest szybszy. Niestety nie posiadam na razie tej roślinki, w związku z czym posiłkuję się zdjęciami z Internetu.

Tytuł o nawłoci, a piszę o mimozie i to na wstępie. Nie bez przyczyny. Namieszał nam w nazewnictwie Czesiu Niemen, a raczej Julek Tuwim, oj namieszał. Powoli dojdziemy do sedna skąd to zamieszenie mogło się wziąć.

Ale w jaki sposób Tuwim mógł pomylić liliowe drobne kwiaty z żółtą nawłocią? Ano mógł, ponieważ najprawdopodobniej nasza nawłoć olbrzymia, a może i kanadyjska, występuje w kępach i jej żółte kwiaty mogą przypominać grona… akacji srebrzystej. Przy czym sama akacja srebrzysta występuje również w naturze w Hiszpanii, czy we Włoszech (tak piszą, nie sprawdziłam własnoocznie), a oba te kraje nie są obce Tuwimowi, o czym wspomniałam wyżej. Przejdźmy jednak do samej akacji srebrzystej, która jest mimo wszystko, choć po części spokrewniona z mimozą.

Akacja srebrzysta (Acacia dealbata L.), określana też bywa jako srebrne witki, lub mimoza (znowu ta mimoza… prawda?), czy mimoza złota. Jest gatunkiem rośliny z rodziny bobowatych i podrodziny brezylkowych (dawniej określanych jako mimozowate). Roślina ta pochodzi z Australii. Uprawiana jest również w Nowej Zelandii, Ameryce Północnej i Europie. Jest to drzewo o drobnych żółtych, kulistych kwiatach, zebranych w grona.

Jak widać z mimozą właściwą, łączą się przynajmniej w obrębie podrodziny botanicznej, bo z wyglądu bynajmniej kuzynek nie przypominają. Tu też zdjęcie pochodzi z Internetu, gdyż w naszym rodzimym klimacie, Akacja srebrzysta występuje jedynie najprawdopodobniej w szklarniach ogrodów botanicznych. Nie miałam okazji jej oglądać, więc to tylko kolejne powielanie informacji z „drugiej ręki”. Co jeszcze – jest ona bardzo popularna we Włoszech, jako kwiat cięty, wręczany kobietom – tam gdzie my mamy swoje goździki i tulipany, Włoszki mają właśnie akację srebrzystą… błędnie zwaną mimozą. Czyli nie tylko Czesław miał nie po drodze z botaniką…

O i jak to się ma do naszej Nawłoci, ta cała botanika? 

Nawłoć (Solidago L.) to rodzaj roślin z rodziny astrowatych (!!!), do którego należy około 100 gatunków. Większość z nich występuje w Ameryce Północnej, kilka tylko gatunków pochodzi z Europy, Azji i Ameryki Południowej. Niektóre gatunki (m.in. nawłoć kanadyjska) przywiezione z Ameryki do Europy zadomawiają się i zagrażają rodzimej roślinności. Gatunkiem typowym jest Solidago virgaurea L.

Opisy botaniczne oczywiście dla ułatwienia, i ze względu na popularność pochodzą z Wikipedii. Wiele osób i tak właśnie tam będzie szukać odniesienia do tego co piszę, więc, faktycznie próby potwierdzenia opisu botanicznego, będą pozytywne. Zdjęcia nawłoci pospolitej są moją prywatną własnością, trudno je więc będzie znaleźć. To samo dotyczy poniższego zdjęcia nawłoci kanadyjskiej lub jej mieszańca z nawłocią olbrzymią. Wybaczcie, ale akurat zdjęcie poniższe pochodzi z jesieni roku 2018 i nie jestem w stanie dziś przypomnieć sobie, która została uwieczniona. Natomiast istnieje duże prawdopodobieństwo, że właśnie te panie, rosnące w dużych skupiskach, mogły Tuwimowi przywoływać na myśl akację srebrzystą… a skoro tamta jegomościanka została nazwana błędnie mimozą, to i on swoje żółte nostalgie jesieni mimozą określił…

Wracając do botaniki – rodzina bobowatych, a rodzina astrowatych – to jednak dwie różne rodziny o czym warto pamiętać. O ile nie miałabym nic przeciwko, aby nawłoć nazywać, chociażby wedle nazw regionalnych, czy zwyczajowych, o tyle jestem przeciw powielaniu określania jej mianem mimozy. Mimoza jest piękną rośliną sama w sobie, niezależną, choć rosnącą daleko, a czasem w doniczce. Zasługuje jednak aby ją doceniać i o niej pamiętać. Więc niech mimoza zostanie mimozą, a nawłoć nawłocią. Tym bardziej, że różni je nie tylko wygląd, ale też wszystko to co kryją w sobie, ale o tym będzie innym razem. Dziś warto zapamiętać, że każda roślina ma swoją nazwę, a jej zapożyczanie w odniesieniu do innych może przyczynić się do tego, że zagnie w gąszczu pomyłek, a tego byłoby szkoda.

Na koniec jeszcze tylko okładka podręcznika z roku 1932 napisanego przez Jana Biegańskiego z piękną nawłocią pospolitą po lewej stronie.

Wrotycz

Dzisiaj tylko przypomnienie. Post napisany mniej więcej 3 lata temu. Z ziołami jest tak, że nie tracą swojej aktualności. Są na daną roślinkę mody, jak i na inne rzeczy, ale one zawsze pozostają sobą – takimi jakie stworzyła je natura. Post przenoszę dla systematyki swoich zainteresowań i tego czym z Wami się dzielę.

Wrotycz pospolity (Tanacetum vulgare L.) – gatunek rośliny należący do rodziny astrowatych.

Roślina wieloletnia dorastająca do 120 cm wys., silnie pachnąca, gorzka, nieco kamforowa w smaku; liście pierzastosieczne; odcinki (listki) podłużnie lancetowate; liście z ogonkami o odcinkach pierzastowrębnych; górne liście o odcinkach wrębno-piłkowanych; koszyczki kwiatowe zebrane w szczytowy, gęsty baldachokształtny kwiatostan; kwiaty żółte, miseczkowate; owoc – niełupka. Kwitnie od lipca do września. Rośnie na przydrożach, przy budowach, na usypiskach i przy wykopach, na łąkach, na polach, ugorach i polanach leśnych, w ziołoroślach, nad brzegami wód. Roślina ruderalna i pospolita. Występuje najczęściej masowo.

Surowcem jest ziele, kwiat, liść i owoc wrotyczu – Herba, Flos, Folium et Fructus Tanaceti. Ziele i liście zbiera się przed i w czasie kwitnienia. Kwiaty należy pozyskiwać w czasie kwitnienia. Owoce zbiera się w czasie dojrzewania. Surowce trzeba wysuszyć w ciemnym miejscu, gdzie temperatura nie przekracza 50 stopni C. Z owoców sporządza się te same przetwory co z ziela. Zdaniem niektórych zielarzy owoce są skuteczne w zwalczaniu pasożytów (wyciągi lub sproszkowane).

Dlaczego wrotycz wycofano z użycia wewnętrznego?

Wrotycz zawiera w swoim składzie m. in. tujon – ten sam składnik, który znajdziemy w bylicy piołun, szałwii, bylicy pospolitej. Tujon jest rozpuszczalny w alkoholu, nie w wodzie. (!!!) Pomimo tego wrotycz został uznany za zioło tylko do użytku zewnętrznego.

Jednak znajduje się sporo fanów tego zioła, którzy wykorzystują go do wywarów na przeziębienie, bóle głowy, bóle miesiączkowe, kolki, pasożyty układu pokarmowego, pobudzenie.

Użycie zewnętrzne

Do suszenia zbieramy ziele i kwiaty wrotycza, zwłaszcza na początku kwitnienia. Suszymy w warunkach naturalnych lub w temperaturze do 35 st. C. Ziele to występuje dosyć powszechnie, więc można go sporo sobie nasuszyć i wykorzystywać do kąpieli, co podziała niezwykle dobroczynnie na stan naszej skóry oraz odczujemy jego działanie pobudzające.

Można też wykonać sobie maść z użyciem wrotyczu na problemy skórne, również te związane z autoagresją przy chorobach takich, jak toczeń, łuszczyca, świąd.

Ocet wrotyczowy jest doskonały na wszelkie stłuczenia, siniaki, także ropnie, zmiany trądzikowe na skórze. Jeśli chodzi o trądzik, to zawsze lepiej jest sprawdzić, jaka jest przyczyna wysypu i leczyć trądzik. Wrotycz będzie działał na naskórek.

Informacje na podstawie strony dr Henryka Różańskiego, przytoczone poniżej przepisy również pochodzą z tej strony.

Preparaty, dawkowanie i stosowanie

1. Odwar wrotyczowy – Decoctum Tanaceti: gotować 5 minut; odstawić na 30 minut pod przykryciem, przecedzić. Stosować do okładów na skórę, płukanek, przemywania, okładów na oczy i do nosa (przelać do buteleczki ze spryskiwaczem, wprowadzać do obu otworów nosowych 2-3 dawki, położyć się na 5 minut). Donosowo i do płukanek można również stosować napar wrotyczowy.

2. Nalewka wrotyczowa – Tinctura Tanaceti: do 1 szklanki świeżego lub suchego i zmielonego ziela wlać 250-300 ml alkoholu 40-70%; macerować 7 dni w szczelnie zamkniętym słoju i w ciemnym miejscu. Przefiltrować. Do płukania gardła (1 łyżka nalewki na pół szklanki wody), okładów, przemywania skóry i pędzlowania skórnych zmian chorobowych (nierozcieńczona). Nalewka sporządzona na 70% alkoholu działa rozgrzewająco, przeciwbólowo i przeciwreumatycznie. Nierozcieńczoną nalewkę można wcierać w obolałe kończyny dolne i w stawy.

3. Ocet wrotyczowy – Acetum Tanaceti: pół szklanki świeżego ziela (liści i kwiatów lub samych liści) zalać 250 ml octu 10% (spirytusowego, sklepowego), odstawić w zamkniętym słoju na 7 dni, przefiltrować. Stosować do płukania, okładów, przemywania, pędzlowania w stanie rozcieńczonym (1 łyżka octu na 150-200 ml wody) lub nierozcieńczonym (pędzlowanie). Ponadto do płukania włosów. Przy wszawicy wcierać starannie ocet 5% we włosy na 3 godziny, przykryć folią. Potem umyć szamponem i wypłukać w wodzie z dodatkiem octu lub nalewki wrotyczowej. Powtórzyć co 3 dni (3-4-krotnie).

4. Nafta wrotyczowa – Naphtha Tanaceti: pół szklanki świeżego mielonego ziela wrotyczu zalać 200 ml czystej nafty; macerować w szczelnym słoju 7 dni; przefiltrować. Przecedzić. Stosować do leczenia pasożytniczych chorób skóry i włosów.

Dziś jeszcze kilka zdań zacytuję z publikacji z roku 1931 napisanej przez Pana Seweryna Udziela pt. ROŚLINY W WIERZENIACH LUDU KRAKOWSKIEGO:

„Tanacetum vulgare. Wrotycz swojski.

N a z w y l u d o w e : Wrotycz (powszechne), wrutyca alborutyca (Radziszów, Polanka Haller), uwrotyć (Rzeszotary).

W ł a s n o ś c i : Odwar z wrotyczu pije się w dolegliwościach żołądka, a zarazem daje się go wtedy do kąpieli (Dobczyce). Przeciw reumatyzmowi nacierać chore członki spirytusem, w którym moczono wrotycz (Zakliczyn ad Siepraw). Odwar z wrotyczu piją na glisty (Wieliczka). Rozparzone ziele przykładać na ból brzucha, gdy mocz wstrzymany (Wieliczka). Kadzą nim krowy po ocieleniu, aby wyszedł ból z wymiączka (Brzezowa, Skawina). Po ocieleniu dają pić krowie odwar z wrotyczu i z innych ziół przez 3 dni (Dobczyce, Rzeszotary, Skawina). Aby mleko gotujące się na blasze (przy ogniu) nie zwarzyło się, ciskają w ogień utarty wrotycz z melisą (Gaj). Dają do kąpieli dla chorych razem z innem zielem (Polanka Haller).”

Jeszcze jeden fragment artykułu naukowego zacytuję, zdecydowanie młodszy, pochodzący z rąk kobiecych Pań: Haliny Galery, Emilii Jurkiewicz, Barbary Sudnik-Wójcikowskiej, artykuł pt. Kwiaty i zioła w ostatnią drogę:

„Roślina ta miała symbolizować trwałość, nieśmiertelność i ochronę. Według wierzeń antycznych, balsamiczny zapach suszonego ziela wrotyczu miał powstrzymywać rozkład, a szczątki rośliny można znaleźć w średniowiecznych całunach (Zerling 2007 s. 222-223). W sztuce średniowiecznej spotykamy ją niekiedy jako atrybut maryjny. Wrotycz poświęcony w dniu Wniebowzięcia Marii miał chronić przed czarownikami, czarownicami i diabłem (Oesterreicher-Mollwo 1992 s. 181). W Polsce szczególnie często święcono go z okazji święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, a nieco rzadziej – ziele wrotycza święcono w oktawę Bożego Ciała (Paluch 1984 s. 97, Ogrodowska 1996 s. 282).”

Więc wrotycz chroni nas nie tylko przed chorobami, insektami, ale też przed czarownictwem oraz przed miłością… w magicznych wierzeniach ludowych jest spotykany w zastosowaniach przeciwnych do Lubczyku, chociaż i to zależy od rejonu, jakiego doniesienia dotyczą…

Rzeżucha łąkowa

No to zaczynamy… na pierwszy plan – roślina z jednego ze zdjęć umieszczonych na szablonie Zielnika podmiejskiego.

Rzeżucha łąkowa Cardamine pratensis L. – rzeżucha lekarska – jest gatunkiem należącym do roślin zielnych z rodziny kapustowatych. Występuje między innymi na terenie Europy, w Ameryce Północnej, czy Azji. W Polsce jest rośliną pospolitą na całym obszarze kraju i każdy z nas z nią się spotkał. Rzeżucha lubi siedliska wilgotne, takie jak: łąki, pastwiska, często rowy i zarośla oraz ogrody jeśli jej na to pozwolić.

Kwitnie w odcieniach od białego do blado liliowego.  Należy ona do roślin, które rozmnażają się wegetatywnie poprzez liście.

Ziele zawiera glikozyd izosiarkocyjanowy, który rozpada się do olejku gorczycowego, a ponadto zawiera również witaminy B, C, E, K, PP oraz prowitaminę A. W medycynie ludowej znajduje zastosowanie w takich chorobach, jak gościec, czy chorobach układu moczowego. Jest to roślina kulinarna nadająca  się do sałatek, serów (twarogowych), ale też sprawdza się jako przyprawa do zup, sosów, czy do masła ziołowego.

Pozyskiwanie surowca: Surowcem rzeżuchy łąkowej jest ziele, które należy ścinać w fazie kwitnienia i suszyć w miejscu zacienionym i przewiewnym w cienkiej warstwie.

Działanie rzeżuchy łąkowej jest działaniem silnie moczopędnym, co prowadzi do usuwania z organizmu toksyny, obniża poziom cukru we krwi, ponadto zawarty w rzeżusze chrom wspomaga prawidłową pracę trzustki, poprawia trawienie, dezynfekuje jamę ustną i drogi moczowe. Jest ona również źródłem łatwo przyswajalnego jodu  dla organizmu. W kosmetyce może być stosowany do wybielania przebarwień (np. w tonikach).

Jak podaje publikacja „ROŚLINY DZIKO WYSTĘPUJĄCE I ICH ZASTOSOWANIE – PRZEWODNIK PO WYBRANYCH GATUNKACH” opracowana przez Czesława Trąbę, Krzysztofa Roguta, Pawła Wolańskiego, zastosowanie rzeżuchy łąkowej przedstawia się następująco (cyt.): Rzeżucha łąkowa jest rośliną znaną od dawna. Persowie, Egipcjanie, Grecy i Rzymianie cenili ją bardzo wysoko. Ksenofont (430-355 p.n.e.) podaje że młodzi Persowie przed wyprawą wojenną jadali chleb z grubą warstwą rzeżuchy. Hipokrates uważał rzeżuchę za środek wykrztuśny, a Dioskorides (I w. n.e.) za afrodyzjak. W Polsce rzeżucha od niepamiętnych lat znajdowała się w uprawie, o czym świadczą zapiski z czasów króla Władysława Jagiełły. Podobno wówczas nastał zwyczaj wysiewania rzeżuchy dla ozdoby wielkanocnego stołu. W okresie renesansu rzeżuchą leczono rwę kulszową. W XIX w. zalecano spożywanie 2-3 łyżek rzeżuchy, popijając szklanką mleka, co miało chronić przed gruźlicą i wzmacniać organizm. Jeszcze później uznano, że rzeżucha chroni przed cukrzycą, przeziębieniem, działa przeciwszkorbutowo i antyanemicznie.

Aktualnie sok wyciśnięty z ziela lub z niego odwar stosuje się w nieżytach górnych dróg oddechowych, a zewnętrznie w postaci okładów na owrzodzenia skóry i miejsca poparzone. W homeopatii zalecane jest przy kurczach żołądka. Dzięki związkom siarki rzeżucha działa korzystnie na włosy, paznokcie i skórę. Jadalne są liście i pędy rzeżuchy łąkowej nie tylko na surowo, ale i po ugotowaniu. Najlepiej zbierać młode liście, bo stare są gorzkie. Uważa się że roślina ta spożywana systematycznie odmładza, odświeża skórę, co związane jest zawartością żelaza, witaminy E i wapnia. Dlatego wchodzi w skład różnych „zielenin” w kuracjach wiosennych. Najlepiej jadać liście rzeżuchy posiekane na chlebie z masłem. Można też je dodawać do twarogu, posypywać kasze, mięso, dodawać do zup i sosów.

Tak więc – dzień doby :). Kolejne wpisy będą bardziej aktualne, tak aby można było jeszcze wyjść do ogrodu, do parku, czy gdzieś na obrzeża blokowiska, a nawet miasta i popatrzeć, jak na żywo, w naturalnym otoczeniu wyglądają rośliny zielne, o których pisze.